środa, 19 kwietnia 2017

"GŁĘBIA. Napór" Marcin Podlewski













Dla wyjaśnienia – „Głębia. Napór”, to trzeci tom cyklu.  Poprzednie, czyli „Głębia. Skokowiec” i „Głębia. Powrót”, zajęły już dość poczesne miejsce w gatunku space opery.
 W cyklu mamy połączenie świata przyszłości, typowej space opery, z elementami postapo, ponieważ akcja dzieje się po wojnach, które spustoszyły Galaktykę. Wypalenie, bo tak autor nazwał skutek działania potężnej broni użytej w walkach, obejmuje rozległe części Galaktyki.
Oczywiście, przed wzięciem do ręki tomu trzeciego, polecam wszystkim przeczytanie poprzednich części, ponieważ bez znajomości przygód bohaterów, wątków akcji, intryg i zawiłości polityki, w tym świecie łatwo będzie się zgubić i trudno będzie zrozumieć zawiłości uniwersum.
Taka uwaga, o ile wiem, niedługo będzie dostępny darmowy e-book zawierający przypomnienie rzeczy, które działy się w poprzednich tomach. Jeżeli ktoś czytał je już dosyć dawno, warto się z nim zapoznać, ponieważ świat wykreowany przez Marcina jest olbrzymi, ilość wiedzy przemyconej w książce, mnogość bohaterów, stron konfliktu i zawiłości między nimi mogą sprawić problem, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że Marcin pisze z lekkością, pewną swadą i ma bardzo dobry warsztat.
Marcin, tak jak i w poprzednich tomach, skacze z narracją od bohatera do bohatera, od punktu do punktu. Choć mam wrażenie, że w „Naporze” jest mniej takich przeskoków i retrospekcji niż w częściach poprzednich.
W tym tomie wiele wątków znanych mi z poprzednich części zostaje wyjaśnionych, choć dochodzą nowe. Fabuła rusza z kopyta i praktycznie cały czas akcja jest bardzo wartka.
Teraz, śledząc losy bohaterów już na stronach trzeciego tomu, zaczynam myśleć, jaką pracę myślową wykonał autor, snując nici wątków fabularnych przez tyle stron, by doprowadzić je do miejsca ich przecięcia. Każda z postaci, które znamy, jest tak różna od innych, ale i wiarygodna w swoim postępowaniu przez wszystkie tomy, ma swoje 5 minut i rolę do zagrania, ważną dla całości opowieści. 
Widać dbałość, z jaką autor cyzelował poszczególne sceny. Ilość danych, przeprowadzony research, skutkuje nabraniem przez „Głębie” faktycznej, naukowej wręcz głębi.
W książce wyczuwam wiele brzmień znanych mi z klasyki gatunku i to jest to, co powoduje, że czytając, w pewnym sensie, czuję się jak w domu. Co wcale oczywiście nie oznacza, że są to rzeczy wtórne. Przynajmniej dla mnie, uniwersum stworzone przez Marcina, jest jednym z najbardziej prawdopodobnych przyszłości, jaką sobie wyobrażam.
Staram się, jak zwykle, zawrzeć w moich notkach jak najwięcej uczuć, które budzi dana kniga. W tym wypadku nie pozostaje mi nic innego jak zagryzanie paznokci w trakcie oczekiwania na czwartą, i ostatnią, cześć:  „Głębia. Bezkres”.
Reasumując, uznaję „Głębię” za jedną z najlepszych space oper na naszym rynku, wartą przeczytania!


wtorek, 18 kwietnia 2017

"GAMEDEC Sprzedawcy lokomotyw" Marcin Sergiusz Przybyłek

Mimo tego, że moja powłoka zbliża się do tych 5 krzyżyków, wewnątrz siedzi dalej chłopiec, któremu podobają się historie związane z grami, z rzeczywistością wirtualną oraz problemami, które mogą spotkać bohatera wirtualnym świecie.
Dla wielu z was to nie novum, ale może jest ktoś ciekawy jak to wygląda lub jak może wyglądać?
W grach światy mogą przybierać dowolne kształty, bohaterowie, w których losy możemy się wcielić, i przygody, zapewniane nam, wykreowane dla nas, nie mają żadnych ograniczeń. Oprócz, oczywiście, wyobraźni projektanta albo, jak w tym wypadku, autora powieści.
Właśnie tym jest seria książek Marcina Przybyłka „Gamedec”. Dzięki niej my, czytelnicy, możemy widzieć jedną z możliwych do zaistnienia przyszłości.
Wcześniejsze przygody gamedeka, czyli game-detektywa, zostały opisane w tomie „ Granica Rzeczywistości”, na który składa się dwanaście opowiadań.
W najnowszej książce Torkil Aymore zostaje postawiony przed wieloma problemami, które są dla niego totalną nowością. W teorii doświadczony gamedec, momentami staje przed ścianą, którą praktycznie musi przebijać własną głową. Musi zmierzyć się z olbrzymią ilością wrogów i... przyjaciół. Czasami, jak to w życiu, trudno ich od siebie odróżnić.
Nie każda z tych przygód jest dla naszego bohatera miła, choć mam wrażenie, że Marcin dobrze wyposażył Torkila i ma on możliwość bardzo szybkiej adaptacji do warunków, co pomaga mu w przezwyciężaniu problemów, jakie zostały przed nim postawione.
Jest inteligentny i błyskotliwy, podoba się kobietom (ma związek z dwoma, a właściwie trzema, w tym jedną na innej planecie). Prawdziwy as z tego Torkila. Tu trochę dziegciu rzucę. Mam czasem wrażenie, że za bardzo, za łatwo i może nawet za szybko wszystko się dzieje. Niby to plus, że akcja gna do przodu niczym superexpres, że Torkil, wmanewrowany w wielowarstwowe intrygi, cudem z nich wychodzi.
Odnoszę też wrażenie, że z dobrego, ale nie wybitnego detektywa, zmienia się w gościa, od którego sprawności zależą losy świata… Taki kondensat akcji i tempa powoduje, że tracimy poczucie bohatera, tej konkretnej osoby, dzięki której kibicujemy jego losom.
 Choć, jeśli przyjąć, że Torkil pozuje na superbohatera, to w sumie czemu nie patrzeć na tę książkę, jak na spisaną akcję filmu?

 Reasumując, dzięki wyobraźni Marcina, tę książkę, pełną dynamicznych zwrotów akcji, po prostu dobrze się czyta. Cały czas coś się w niej dzieje i czytelnik nie ma prawa się nudzić!!!



wtorek, 11 kwietnia 2017

"BŁĄD WARUNKOWANIA" Anna Nieznaj

Po przeczytaniu tego tekstu, który przed chwilą napisałem wyszło mi, że „jadę” po tej knidze a to nieprawda, a na pewno nie do końca. Tu słowa, które powinny być na końcu? Lecz to kwestia pewnej złości, że coś, co ma potencjał, wypuszczone zostało do druku w tak słabej formie.
Ta książka długo czekała po zakupie, być może winna była okładka, która do mnie nie trafiła wyglądem?
Podczas czytania, nabrałem odczucia, że to właściwie zbiór opowiadań, który powinien zostać przeredagowany. Tak w jednym zestawie dostajemy lekki misz-masz . Akcja książki rzuca czytelnika pomiędzy wiele wątków, dziejących się w różnych miejscach i dotyczących różnych bohaterów.
Świat obserwujemy zarówno z oczu męskich jak i żeńskich. Agentów i gangsterów, w trakcie takich życiowych i w sumie przyziemnych problemów jak i w trakcie szybkich i krwawych akcji.
   Dobry pomysł, z genami kocimi tajnych agentów, opis trudności w dostosowaniu, życie osobiste i wykorzystanie ich zalet w walce. To wszystko jest ok. Widać dbałość o szczegóły i budowanie atmosfery. Dzięki tym opisom łatwiej mi zrozumieć punkt widzenia i motywy postępowania Kotów. Jednak to powoduje apetyt na więcej. Niestety odnoszę wrażenie, że watek nie jest wykorzystany przez Annę. Więcej akcji, jakiegoś celu czy podsumowania ich umieszczenia w książce?. Być może to wprowadzenie do dalszej części? Mnie jednak nie przekonuje. Może gdyby autorka bardziej się skupiła na tym wątku?
 Idąc dalej, koleje losu innych bohaterów, rozrzucenie akcji w różnych miejscach i ciągłe przenoszenie uwagi czytelnika na niezazębiające się problemy… Niestety nie jest to dla tekstu dobre, nie czuję sensu umieszczenia w jednej książce aż tylu wątków, rozumiem, że to być może wprowadzenie, że losy mają się być może przeplatać (jest w książce parę takich momentów)
 „Błąd warunkowania” to książka, która sugeruje duży potencjał u autorki.  Akcja poszczególnych opowiadań jest ciekawa. „Konstrukcja” bohaterów, ich uczuć, zachowań jak i miejsc, w których wszystko się dzieje, jest jak najbardziej do przyjęcia.
Jednak poprzez to, że brak jakiejś głównej linii, sensu połączenia w całość, gubimy wątek. Przyznam szczerze, że na nie zaiskrzyło.
Reasumując, mam wrażenie, że po dogłębnej redakcji byłby to dobry tekst.

piątek, 7 kwietnia 2017

"NA SKRAJU STREFY" Krzysztof Haladyn

Dzięki uprzejmości fabryki słów oraz Preppers Poland, miałem dostęp do pierwszego i drugiego tomu książki Krzysztofa Haladyna „Na skraju strefy”. Dzięki temu czytałem je, jako całość.
Zastanawiałem się jak z tą recenzję rozpocząć, ponieważ patrząc na wszystkie książki, które dotyczą zony, patrzę przez pryzmat książki braci Strugackich „Piknik na skraju drogi”, którą wszystkim polecam. Oczywiście od tego czasu, zona wyewoluowała, stała się autonomicznym tworem. Choć trzeba przyznać, ze podstawy są wspólne.
 Przy takim porównaniu książka Krzysztofa, może uchodzić za kanon serii. Strefa i wszystko, co się w niej dzieje, rodzaje mutantów, anomalii i pewien rys wspólny bohaterów jest taka znajoma, wręcz bliska. Co wcale nie oznacza, że nie jest zaskakująca.
Taka uwaga dla kogoś, kto nie miał kontaktu z książkami z tego uniwersum, akurat kniga Krzysztofa nadaje się, jako coś w rodzaju elementarza strefy, ponieważ poznajemy ją razem z głównym bohaterem.
  Sierżant Dmitrij Petrenka, doświadczony wojak, facet, któremu ulegają kobiety, praktycznie zaczyna swoją przygodę w strefie na naszych oczach. Podbramkowa sytuacja, która zmusza go do tego by porzucił swoje dotychczasowe życie, by stał się stalkerem, nie pozostawia złudzeń, co do prawości świata, w którym dzieje się akcja. Naszego świata…
Wojskowy, snajper, z sporym doświadczeniem, ale zupełnie nowy w strefie. Ma wielkie szczęście, że po drodze poznaje, w ciekawej sytuacji, stalkera z większym doświadczeniem i tylko dzięki temu udaje mu się przeżyć.

Muszę przyznać, że w tej książce jest praktycznie wszystko, czego oczekiwałem. Silny bohater, zona taką, jaką znam, a raczej taką, jaką sobie zawsze wyobrażałem. Przygody budzące dreszcz emocji, bardzo ciekawi poboczni bohaterowie, nie należy zapomnieć oczywiście o kobietach, pięknych, silnych i odważnych. Choć „
Zapamiętaj, dużo łatwiej do mutantów strzelać, niż babę zrozumieć.”, w ustach jednego z bohaterów brzmi bardzo realnie ;)
 Taka ciekawostka, pochłonąłem te dwa tomy praktycznie w ciągu dwóch dni. Naprawdę wciągają, można zapomnieć o normalnym świecie. Co ważne dla mnie, akcja nie jest przesadzona, rozumiem przez to pewien poziom praw fizyki i zachowań ludzkich, który jest dla mnie akceptowalny. W końcu patrzę przez pryzmat „Dużej Ziemi”.
Dla tych, którzy czytali tom pierwszy, tak bez spojlerów, drugi tom, jest kontynuacją przygód głównych bohaterów i to przygód przez duże „P”. Doceniam pomysłowość autora, choć nadal i to na plus bez przedobrzonych efektów, robi wrażenie. Strefa żyje, żyją w niej ludzie i potwory, choć czasem trudno dopatrzeć się różnicy. A „gra w kulki jak nie złapiesz, wygrywasz” cały czas jest w strefie modna…
Czym jest Strefa, dlaczego tak wszystkich zniewala? Czy to czytelników czy bohaterów powieści?
Zacytuję tu Krzysztofa, czy może Sołdata? ;) Bo bardzo takie tłumaczenie mi się spodobało.
„Mogłem założyć się o swój karabin, że każdy z nich czuje zew tej wypalonej krainy. Głos, który każe iść zawsze dalej, szukać – choć do końca nie wiadomo czego. Sprawdzić, co jest za tym zagajnikiem, w tych dziwnych podziemiach, w opuszczonej chacie. Zupełnie jakby Zona droczyła się z nimi, obiecując poznanie jakiejś ostatecznej prawdy ukrytej w zapomnianych ruinach. Niczym wirująca grawitacja w „leniwej karuzeli”, która wciąga coraz głębiej, nawoływała nas, mutanty eksplorujące zgliszcza, byśmy nadal próbowali wydrzeć jej sekrety, choćby przyszło zapłacić najwyższą cenę.”

Reasumując książka warta czasu poświęconego jej, daje dużo przyjemności podczas czytania.
Po przeczytaniu drugiego tomu, zrozumiecie słowa bohatera, Sołdata „życzenia są po to żeby je spełniać” a sugerują one trzeci tom, na który już czekam.
Jeśli ktoś wolałby wersję mówioną ;) (YouTube) zapraszam na kanał Preppers Poland- klik

środa, 5 kwietnia 2017

"ŚWIATY SOLARNE" Jan Maszczyszyn

Zastanawiałem się, co powiedzieć o tej książce. Od samego początku miała ona ze mną w pewnym sensie trudno, ponieważ  to Steampunk w najczystszej postaci. Nie jest to gatunek, który do mnie przemawia. Świat pary, mechanizmów i prądu. Wszystkich rzeczy, które są na tym oparte, cała realizacja tego świata stworzonego i skonstruowanego w taki sposób…no, po prostu, jakoś mnie uwiera.
Mimo to, książka na swój sposób mnie uwiodła. To, co Janek pisze wynika jedno z drugiego, rzuca się w oczy przede wszystkim olbrzymia wyobraźnia oraz umiejętność przełożenia pomysłów autora na słowa. Słowa te natomiast układają się w tak zgrabną historię, która mimo tego, że to Steampunk, po pewnym czasie zaczęła mnie wciągać.
To specyficzny świat, tak podobny do naszego a jednocześnie dziwnie odległy fizycznie. Odczuwałem to poznając te rozwiązania tak bardzo technicznie i biologicznie obce. Praktycznie ta książka to Hard SF, lecz w świecie pary ;) . Każdy z elementów świata stworzonego przez Janka jest bardzo dopracowany. Czy mówimy tutaj o fizjologii różnych gatunków, ich sposobie zachowania czy o samych maszynach użytych do podróży w przestrzeni. To wszystko trzyma się ram gatunku i równocześnie jest tak sformułowane i skonstruowane, że wydaje się realne. Wiedząc o następnych tomach, można zaklasyfikować, jako Space operę z wątkiem wojennym, miłosnym i kryminalnym.
Bohaterowie w sposób, tak jakby angielski, dżentelmeński, arystokratyczny i jednocześnie cyniczny, by nie zapomnieć o specyficznej ignorancji, wpasowują się idealnie w ramy tego steampunkowego świata.
Po przeczytaniu, mam mieszane uczucia. Z jednej strony nie moja bajka, ale z drugiej książka zrobiła na mnie wrażenie wyobraźnią autora i dość wartką akcją.

 Na pewno polecałbym ją wyznawcom gatunku oraz osobom, które nie mają jeszcze doświadczeń z Steampunkiem. Na bazie tej książki mogłyby się dowiedzieć, czy ten typ Uniwersum jest tym, co im się podoba.

piątek, 31 marca 2017

"BERSERK" Paweł Majka

Wyobraźcie sobie, że książka opisuje coś, co może zdarzyć się nawet jutro.
Jak byście zareagowali na informacje w radiu i telewizji w Internecie o tym, że jakaś nieznana zaraza zaczyna brać krwawe żniwo.
 Na początku oczywiście jest to tylko ciekawostka, która nas nie dotyczy, coś, Co oglądamy w telewizji, co się gdzieś tam zadziało, jakieś krótkie filmiki w Internecie. Ktoś coś nagrał telefonem, z kimś jest wywiad…
 Większość z nas nie wierzy po prostu, albo nie przyjmuję do wiadomości, że to może dotyczyć także jego.
 
Akcja książki przenosi nas w taki moment, gdy bohaterami zostają nie tylko zwykli dorośli, ale i dzieci.
 Nie wiem czy ktoś z was czytał kiedyś książkę „Władca much” jest to tak w skrócie mówiąc opowieść o dzieciach, które zostały bez dorosłych i musiały sobie dać, w jaki radę same na bezludnej wyspie.
Paweł można powiedzieć, że dzieciaki w tej książce postawił w podobnej, choć chyba jednak jeszcze gorszej sytuacji. Tylko one okazały się być odporne na zarazę.
Choć te dzieci, to trzeba przyznać, są bardziej nowoczesne i zorganizowane. Korzystające z dostępnej techniki i Internetu. Dzięki temu reagują szybciej i skuteczniej na to, co zaczęło dziać się na świecie. Te dzieci okazują się preppersami przygotowanymi do wydarzeń na świecie.

Oczywiście nie tylko dzieci są bohaterami Berserku. Są też ludzie, którzy przeżyli tragedie, amok wywołany chorobą. Ludzie, którzy próbują się dostosować do świata po apokalipsie.
Do tego, co zostało i do tego, co nadejdzie. Znajdują się między nimi ludzie tacy, którzy już, w jaki sposób byli przygotowani, ale i tacy, którzy stają się po prostu mięsem a ich zdolności, to, co z tym naszym korporacyjnym świecie codziennym przynosiło im olbrzymie zyski w pewnym momencie staje się kompletnie niepotrzebne i bezsensowne.
Zaczynają być ważni ludzie, którzy posiadają konkretne umiejętności. Wielu z was, którzy mnie słuchają wie, o czym mówię. O sposobach przeżycia w złych warunkach. O umiejętności podejmowania szybkich decyzji i działań. Także tych, które dziś w naszym miłym świecie uznane były by za pozbawione ludzkich wartości.
Paweł nie szczędzi nam w książce emocji. Akcja jest bardzo wartka, czasem mocno krwawa. „Berserk” wywołuje mutacje, które zmieniają niektórych z bohaterów. Bestie chodzą po ulicy.
Pojawiają też się tajemniczy nocni goście zwani „Maskami”, jaka z tym wiąże się historia i co oznaczała dla bohaterów, tego dowiecie się, czytając, bo nie chcę więcej spoilerować.
Książka jest według mnie bardzo ciekawa pozycją i to zarówno dla fantastów, zwolenników apokalipsy jak i dla Preppersów.

Ps. Poznacie też pewnego Maćka, który nie zawsze jest wielki, jest tylko człowiekiem i jednak dzieckiem :) .


środa, 22 marca 2017

"DWORZEC ŚRÓDMIEŚCIE" Bartek Biedrzycki

Po przeczytaniu tej książki wreszcie jestem zadowolony. Bartek domknął parę wątków, które od początku budziły moje zainteresowanie. Tom trzeci można potraktować, jako wyjaśniający właściwie wszystko, co się zadziało wcześniej. Każdy z bohaterów albo akcji, w których brali udział, jest w tej części rozwinięty i omówiony. Paru krytyków będzie na pewno zadowolonych po przeczytaniu ;) . Dodam, że przy opisie jakiejś sytuacji jest odnośnik, co i w jakim tomie możemy szukać.
 Nie jest moim celem opis tego, co się zdarzyło jak i kiedy, to można znaleźć w książce lub częściowo w recenzjach. Chciałem się skupić na tym jak ta książka jest napisana. Miałem mocne wrażenie podczas czytania, że Bartek wyciągnął wnioski z pewnych słów krytyki, jakimi były obarczone poprzednie tomy. Rozwinął niedopowiedzenia, a zrobił to świetny sposób. W tym tomie każdy z bohaterów, mimo retrospekcji i skoków czasowych, jest pod względem wiarygodności postaci, charakteru oraz skutków posunięć już nam znanych, bardzo dopieszczony.
Teraz, co do samego tekstu. Tu znowu na plus, z książki na książkę autor coraz swobodniej porusza piórem. Myślę, że wiecie, o co mi chodzi…, w trakcie czytania, masz wrażenie, że obraz zaczyna być pełen szczegółów, nabiera kolorów i wiarygodności. Zaczynamy czuć i rozumieć odczucia bohaterów, ich sposób myślenia i powody decyzji, jakie podejmują.
Reasumując, dobrze się czyta - książka zarówno dla fanów zony jak i czytelników lubiących szeroko pojętą dobrą fantastykę.